Łosiek Tosiek
autor: Małgorzata Owsiany
PRZYGODY ŁOŚKA TOŚKA
Za domami, podwórkami,
Dalekimi przedmieściami,
Na polanie mieszkał Łosiek.
Miał po dziadku imię – Tosiek.
I futerko popielate,
A po tacie piękne rogi,
Duże oczy, długie rzęsy,
A po mamie smukłe nogi.
Łosiek Tosiek był urwisem
I ciekawski ponad miarę.
Często robił przykre psoty,
Więc mu tato dawał karę.
Unikały go Wiewiórki
I Zajączki i Niedźwiadki,
A Jeżyki na sam widok
Turlały się w stronę matki.
Lubił Tosiek szturchnąć Żabkę,
Albo szczygłom psuć zabawę,
Kiedyś tak wystraszył Liski,
Że uciekły przed nim w trawę.
„Kiedy to się wreszcie skończy?”
Zamartwiała się Łosiowa,
„Nikt się z nim nie będzie bawił,
Póki ktoś go nie wychowa!”
„Nie mam już do niego siły,
Psotnik straszny z mego Tośka -
Nie pomaga żadna kara,
Nie dociera nic do Łośka.
Jeże w berka się goniły,
A wiewiórki w chowanego,
Ale Tośka nie prosiły,
I nie chciały iść po niego.
Sam się teraz będę bawił,
Sam wymyślę nową psotę,
Strząsnę pszczołom pyłek z kwiatów,
Albo się posprzeczam z kotem.
Wczesnym rankiem, po śniadaniu,
Nie marnując wcale czasu,
Ruszył w drogę Łosiek Tosiek,
I wędrował w stronę lasu.
Za polaną mieszkał Misiek,
Dokąd idziesz Łośku drogi?
„Czemuś taki zamyślony,
Opuszczone niesiesz rogi?”
„Usiądź obok mnie, na pieńku,
Nie miej takiej smutnej miny!
Jedzmy miody z letnich zbiorów,
A do miodu masz maliny.”
„Moje miśki miód dostały
Od królowej pszczół, z pasieki.
Za to one jej zaniosły
Najwspanialsze me wypieki!”
„I serniczki i pierniczki
Wszystko co tu upiec mogę!”
Tosiek pięknie podziękował,
Liznął miód i ruszył w drogę.
„Może znajdę przyjaciela,
Który ze mną coś nabroi?”
Nagle patrzy, a pod liściem
Pełen kolców Jeżyk stoi.
„Miałem jabłko” - Jeżyk mówi,
„Ale biegłem z nim zbyt prędko,
W biegu tylko usłyszałem,
Jak na mech upadło miękko!”
„Jesteś Łośku taki duży,
Ja na dole widzę mało,
Czy nie zechciałbyś powiedzieć,
Gdzie się jabłko poturlało?”
„Nie mam czasu” - Łosiek mówi,
„Wołaj Konia do pomocy,
Idę szukać przyjaciela,
Nie zostanę tu do nocy!”
Tuż za rzeczką, bliżej lasu,
Za doliną, były łąki.
Na nich ciężko pracowały
Pszczoły, Bąki i Skowronki.
Skoro tylko letnie słońce,
Przegoniło nockę z lasu,
Pszczoły pracę zaczynały,
Nie marnując chwili czasu.
Nowych łąk wypatrywały,
I brzęczały i mlaskały,
Wybrzydzały i wąchały,
Z kwiatów pyłki wybierały.
Pomagały im w tym Bąki,
Uśmiechając się przyjaźnie,
A Skowronki w takt ćwierkały,
Żeby pszczołom było raźniej.
Nagle Łośka zobaczyły,
Idącego poprzez trawy,
Jak kopytkiem deptał kwiaty,
Tak po prostu, dla zabawy.
Raptem słońce ktoś zasłonił,
Jakby to się działo nocą!
Po czym coś biednego Tośka
W nos ugryzło z wielką mocą.
Tuż nad głową zadźwięczało,
Zaszumiało skrzydełkami,
I złowrogo zabzyczało:
„Jesteś przeciw nam? Czy z nami?”
„Czemu depczesz nasze kwiaty?
Niszczysz pyłek nie zebrany!
Nie szanujesz naszej pracy!
Za to jesteś ukarany!”
I zniknęli. Nie wiadomo,
Kto tak bzyczał? Bąk, czy osa?
A na łące został Łosiek,
Z wielką kulą zamiast nosa.
„Mamo! Tato! Co się dzieje?”
Łoś na równe nogi skoczy.
„A do tego nic nie widzę,
Bo mi ktoś zasłonił oczy!”
Już przybiegły spod jabłonki
Jeża i Jeżowej dzieci,
„Zobacz Mamo! Zobacz Tato!
Jakiś balon nisko leci!”
„Ja nie jestem żaden balon!
Nie poznajesz mnie? Jeżyku!
Kiedy jabłko ci zginęło,
Ja słuchałem twego krzyku!”
Teraz trochę się zgubiłem,
I nie widzę dokąd idę.
Czy możecie mi pokazać
Drogę? Bo inaczej zginę!
cdn. zwrotka po zwrotce








